wtorek, 26 lutego 2019

Mały, wielki krok do szczęścia.

"Felice była przekonana, że drugiego człowieka nie można poznać dopóty, dopóki nie odkryje się co najmniej  jednej skrywanej tajemnicy i nie zobaczy trzymanego w ryzach potwora, który wyskakuje z nas, gdy tracimy nad sobą panowanie. Chyba, że ufamy komuś na tyle, aby opuścić gardę i pokazać nasze prawdziwe uczucia.[...]
Nie liczy się pierwszy pocałunek, pierwszy raz w łóżku, pierwsze łzy rozczarowania, pierwsza kłótnia. Nie liczy się pierwszy otrzymany prezent będący dowodem, że postarano się dać ci coś, co uwielbiasz. Coś namacalnego i pięknego, aby przekazać siłę żywionego do ciebie uczucia.
Mniejsza o to. Prawdziwa bliskość łączy dwoje ludzi wtedy, gdy wyznają sobie tajemnice. Gdy ona mówi o tym jak będąc harcerką ukradła pieniądze ze zbiórki na słodycze. Gdy on mówi, jak przespał się ze swoją była szwagierką tuż po rozpadzie jej małżeństwa. Jak w swoim zasmarkanym interesie wcisnęłaś swojemu szefowi gówniane kłamstwo, które raz na zawsze zmieniło relacje między wami i spaliło wszystkie mosty. Nadal dostajesz gęsiej skórki na myśl o tym łgarstwie. I wreszcie sekret dotyczący twoich rodziców, którego nigdy, przenigdy nie zamierzałeś nikomu zdradzić.
Pewnego dnia jednak mówisz o tym swojej ukochanej.Cokolwiek zdarzy się potem, ujawnionej raz prawdy nie można z powrotem ukryć. Ona wie coś o tobie, a ty coś o niej. Wasze życie zmienia pozycję na wspólnej osi. Nie da się z góry przewidzieć czy jest to zmiana na lepsze czy na gorsze."
Jonathan Carroll  "Kąpiąc lwa"

Po kolejnym już momencie zwątpienia, chcę w końcu dokończyć ten post. Staram się kontynuować go już drugi raz. Tym razem go napiszę i zmotywuję się do regularnego pisania. Wiem, że muszę to zrobić.

Przytoczony wyżej fragment nie jest przypadkowy. Jest adekwatny to momentu, w jakim się znajduję.Dziś chciałabym napisać o budowaniu relacji z drugim człowiekiem, o zaufaniu, bliskości, odwadze pokazania swojego prawdziwego oblicza. To ostatnie tak naprawdę bywa najtrudniejsze, wymaga największego przełamania, szczególnie jeżeli bardzo długo starasz się udawać przed otoczeniem.
Nie mam na myśli udawania kogoś kim nie jesteś, kreowania się na zupełnie obcą Ci osobę, aby komuś zaimponować. A raczej skrywanie swoich słabości, demonów, które tkwią w Twojej duszy. Zazwyczaj skrywasz je z prostego powodu. Jest nim strach. Strach przed tym, że odkrywając prawdziwego siebie narażasz się na to, aby ktoś Cię skrzywdził, wykorzystał, zabawił się Twoim kosztem. Dlatego maska skurwiela bez najmniejszego cienia uczuć, towarzyskiego śmieszka, błazna, który niczym się nie przejmuje bywa tak bardzo wygodna.

Sama ją zakładam. Czasami wbrew sobie, robię to tak długo, że niestety przestałam nad tym panować. Twarz zimnej suki, sarkastycznej, złośliwej zołzy. Tak jest łatwiej. Otoczenie widzi we mnie ową zołzę, typową sukę nie do złamania psychicznie. Nawet nie mają pojęcia jak bardzo się mylą, jednak nie mam zamiaru nikogo wyprowadzać z błędu, ponieważ uchodzenie za mało wrażliwą, silną psychicznie sukę sprawia, że sama momentami zaczynam w to wierzyć. Wtedy mam wrażenie, że ze wszystkim jestem w stanie sobie poradzić. 

Tak naprawdę tkwi we mnie bardzo krucha mała dziewczynka, wrażliwa, sentymentalna. Taka, która za bliskie osoby potrafi oddać wszystko. Nawet świadomie jestem w stanie prowadzić do  psychicznej autodestrukcji jeżeli wiem, że komuś jestem potrzebna. Altruistyczna naiwna masochistka, która ponad wszystko stawia dobro bliskich mi ludzi. Tylko wąskie grono najbliższych mi przyjaciół zna tę wersję mnie.

Dlaczego?

Przekonałam się o tym, że nie warto. Nie warto całemu społeczeństwu pokazywać skrywanego w sobie dobra. Ludzie są źli. Pozbawieni jakichkolwiek skrupułów, sumienia czy empatii. Zdrowy egoizm co prawda jest dobry, aczkolwiek większość otaczającego nas świata jest po prostu do szpiku kości przesiąknięta złem. Ktoś, kto wyznaje jakieś wartości, ma swoje priorytety, jest tak bezwarunkowo dobry i się z tym afiszuje zwyczajnie cierpi. Tego typu tarcza ochronna bywa momentami wręcz zbawienna. 


Dlatego również uważam, iż okazanie drugiemu człowiekowi Twoich słabości, wyjawienie najgłębiej skrywanych tajemnic prowadzi do swego rodzaju mentalnej nagości. Raz wyjawiona prawda na zawsze pozostanie częścią łączącej was więzi. Wypowiedzianych słów nie można już cofnąć, przez co zdjętej maski nie jesteś w stanie ponownie przybrać. W tym tkwi odwaga wymagająca nie lada zaufania. Ujawniając najgłębiej skrywane przed społeczeństwem przemyślenia, dręczące Cię najczarniejsze myśli, ukazujesz swoją kruchość. Sam sobie uświadamiasz, że tak naprawdę nie jesteś niezniszczalny. Zdajesz sobie sprawę z własnych lęków, stajesz z nimi twarzą w twarz, ponieważ odważyłeś się w końcu aby druga osoba tkwiące w Twojej duszy demony odkryła i jednocześnie pozwalasz na to, żebyście razem starali się je pokonać i doprowadzić do uleczenia Twojej duszy.

Nie ma innego sposobu na budowanie bliskości, zaufania, dojrzałej relacji. Zakładając maskę nie pozwolisz na to, aby druga osoba Cię poznała. Bez ukazania tych słabości nie dopuścisz do tego, aby ktoś odkrył tkwiący w Tobie delikatnie tlący się diamencik, który wręcz błaga, aby ktoś go odkrył i oszlifował jednocześnie wydobywając z Ciebie Twoje prawdziwe piękno. 

Warto zaryzykować i mentalnie się przez kimś obnażyć. Jest to jedyny znany mi krok do bycia szczęśliwym. 
Teraz sama muszę zacząć się do tego stosować.


środa, 2 stycznia 2019

Jesteś w stanie stać się kimś lepszym?

Witajcie!
Pierwszy post na moim nowym (drugim już) blogu będzie dotyczył swery jakże mi bliskiej. Nad wyraz emocjonalnej. Chciałabym, aby ten blog funkcjonował na podobnych zasadach jak poprzedni. Mam również nadzieję, że chętnie powrócą do mnie starzy czytelnicy. 

Ewidentnie pisania mi brakowało. Jednak to był dla mnie bardzo ciężki rok. W ciągu mojego niespełna dwudziestopięcio letniego życia był to najgorszy rok spośród wszystkich minionych. Jednak wszystko moi drodzy wywnioskować będziecie mogli z moich kolejnych postów. 

Reasumując, przejdźmy do sedna oraz tematu przewodniego tego postu.

"Pozwoliłem jej odejść, ponieważ wiedziałem, że stać ją na kogoś lepszego, a teraz, kiedy jej nie ma, zastanawiam się, czy nie trzeba było samemu stać się kimś lepszym. "


— Atticus „Miała dzikie serce"

Tworzysz relację. Poświęcasz komuś czas, angażujesz się z każdym dniem, z każdą przebytą rozmową coraz mocniej. Zarywasz noce, aby jak najdłużej móc cieszyć się właśnie Nim. Mija zaledwie kilka tygodni i nie widzisz świata poza tą osobą. Zdajesz sobie sprawę, że przywiązałeś się tak mocno, że jest sensem Twojego jakże marnego do tej pory życia. Rozmowa do wschodu słońca jest ważniejsza od wypoczynku, nic nie ma znaczenia.

Czujesz bliskość. Czujesz się dla kogoś ważny. Zdradzasz swoje największe tajemnice, obnażasz się ze słabości, które do tej pory tak skrzętnie przed otaczającym Cie społeczeństwem ukrywałeś. A to wszystko dlatego, ponieważ ta osoba, która tak nagle wtargnęła bez pukania do Twojego życia podczas zaledwie pierwszego Waszego poniekąd przypadkowego spotkania, wzbudziła Twoje zaufanie odkrywając przed Tobą swoje troski, zmartwienia, najgorsze aspekty swojego życia. Nie zauważasz tego momentu, kiedy jesteś bezgranicznie zakochany. Tracisz grunt pod nogami, jednak nie ma to dla Ciebie najmniejszego znaczenia. Rozumiecie się bez słów, tworzycie coś pięknego, wyjątkowego. Wyjątkowego w całej swojej istocie..

Zdjęcie: unsplash.com

Nic jednak nie jest tak piękne, jak się wydaje na pierwszy rzut oka. Każda relacja, nawet ta najbardziej wyjątkowa, skrywająca w sobie najczystszą z możliwych miłość bezwarunkową.. Każda skrywa w sobie woje demony. 

Dementory, które atakują w chwilach słabości, wysysając z Ciebie, z waszej relacji wszystko co najlepsze. Zostawiając Cię wypompowanego z całego szczęścia, które dzięki tej osobie czułeś.. Te dementory tlą się w Twoim umyśle przez cały czas, podsycając swój żar Twoimi słabościami, obawami, zazdrością, problemami, o których nagle ze swoim partnerem nie umiesz rozmawiać... 

Aż w końcu w Twoim sercu rodzi się zwątpienie, które jest zalążkiem katastrofy. Rodzi się myśl, że związek z kimś, kto bezapelacyjnie jest miłością Twojego życia nie ma sensu, przyszłości.. Ponieważ widzisz w nim tak wspaniałego i wartościowego człowieka, jednocześnie widząc swoje słabości, widząc w samym sobie tą beznadziejność wyolbrzymiasz swoje wady. I nagle po długim procesie analizowania stwierdzasz, że On zasługuje na kogoś lepszego.Tkwisz w tym przekonaniu i pozwalasz aby wasze problemy, które są do pokonania narastały. Zmiatasz problemy pod dywan, nie zauważając jak one się piętrzą i sieją destrukcję w Twoim jakże już wyniszczonym przez życie umyśle. 

Tracisz miłość życia. Pozwalasz jej odejść. Mimo wielkiego cierpienia chcesz dla jedynej ważnej Ci osoby jak najlepiej. Chcesz jego szczęścia, lecz paradoksalnie nie możesz znieść myśli, że może budować właśnie w tym momencie jakąś nową relację.. że może sobie pozwolić na bliskość z kimś innym poza Tobą. Kochasz, jednak nic już nie możesz zrobić. To Cię zabija od środka.

Właśnie na takim etapie życia się znajduję, Popełniłam w swoim życiu naprawdę wiele błędów. Niektóre są nie do naprawienia. Nikogo nie przekonam do walki, jednak jeżeli w Twoim umyśle kiedykolwiek zrodzi się myśl, że Twoja miłość zasługuje na kogoś lepszego, nie popełniaj moich błędów. Nie zamykaj się w sobie, nie pozwól sobie na tą jebaną słabość, która Cie niszczy!

Stań się dla swojej miłości kimś lepszym! Daj jej najlepszą z możliwych wersji siebie! Nie chodzi tu o kwestie materialne, o wspaniały wygląd etc. Czysta miłość, tylko to jest najważniejsze w życiu. Jeżeli kogoś takiego spotkasz, nie pozwól tej osobie odejść. Prawdziwe uczucie zwyciężyć powinno wszystko. Moje takie było, jednak odeszło w tym momencie już bezpowrotnie.
Oszczędź sobie cierpienia.
Jeżeli budujesz z kimś relację, ufasz komuś, to na pewno na tę osobę zasługujesz! Nie zmarnuj najważniejszej dla siebie szansy na szczęście! 

I nie zniszcz tym samym siebie.